Czy Arabia Saudyjska to rzeczywiście kierunek, który warto obrać, mając do dyspozycji zaledwie kilka wolnych dni? No bo jak by to było wybrać się do kraju, przez który nie przepływa ani jedna stała rzeka, a jednocześnie znajduje się tu największa oaza na świecie? Kraju, który jest drugim najczęściej odwiedzanym kierunkiem na Bliskim Wschodzie… jednak do 2019 roku był całkowicie zamknięty dla innowierców, nie kierujących się w życiu prawem szariatu. Kraju, który mnie ciekawi, ale jednocześnie w dalszym ciągu czuję, że nie do końca go rozumiem…
Dotarłam do Arabii Saudyjskiej – kraju, noszącego imię rodziny, która nim włada.
Jedni uważają, że Arabia Saudyjska to miejsce, w którym mężczyźni, dorastający niegdyś w zakurzonych namiotach, obecnie zdominowali rynki finansowe świata. Inni patrzą na to rozległe państwo przez pryzmat niechlubnie wpisanych w karty historii jednostek, które się tu urodziły, po to by kilkadziesiąt lat później zakończyć żywot swój i tysięcy innych, jednego tragicznego wrześniowego dnia. Jeszcze inni widzą jedynie niewiarygodnie konserwatywne i kontrowersyjne dla ludzi Zachodu, prawo, ograniczone prawa człowieka i trudne do zrozumienia tradycje, ale i czystą hipokryzję – bo czy można deklarować całkowite oddanie się prawom Mahometa, a jednocześnie tkwić w blichtrze i w co drugi weekend jeździć na suto zakrapiane alkoholem imprezy do sąsiadującego Bahrajnu?
Egzekwowana kara śmierci, alerty RCB od Allaha i oddech księcia za plecami.
Tak, Arabia Saudyjska różni się pod wieloma względami od tego, do czego przywykliśmy – my, Europejczycy. Świadczyć może o tym już sam fakt, że nigdy wcześniej, starając się o wizę, nie musiałam potwierdzać, iż jestem świadoma, że w miejscu, do którego się wybieram, za przemyt narkotyków grozi kara śmierci. Nigdy wcześniej nie otrzymałam alertu pogodowego bezpośrednio na komórkę, mówiącego: „Niech Bóg ześle deszcz dobroci i błogosławieństw, we wszystkie zakątki naszego kraju”. Nigdy dotąd nie byłam w miejscu, gdzie kobieta ma status prawny …dziecka.

Muszę przyznać, że monarchia absolutna oparta na prawie szariatu, w której wszystkie instytucje publiczne kontrolowane są przez rodzinę królewską, wywołała u mnie lekki niepokój. Niepokój, w rodzaju tego, który towarzyszył mi kilka lat temu, gdy miałam szansę podróżować przez nie tak odległy Iran i musiałam mieć na uwadze drepczącą mi po piętach policję obyczajową.
Dodatkowo, mając świadomość okoliczności w jakich Saudyjski książę koronny Mohammed bin Salam, stał się głową państwa, sprawiła, że poczułam się jeszcze bardziej nieswojo. Chętnych do zgłębienia tematu odsyłam do publikacji Marcina Margielewskiego pt. “Kłamstwa Arabskich Szejków” – w moim odczuciu pozycji obowiązkowej dla wszystkich chcących zrozumieć jak działa propagandowa machina mydlenia oczu Zachodowi i dochodzenia do władzy po trupach (w sensie dosłownym).
“Wind of change” czyli jak bardzo i dlaczego Arabia Saudyjska się zmienia
Choć dziś, pięć lat po otwarciu Saudyjskich granic, właśnie za sprawą wspomnianego księcia koronnego, Arabia Saudyjska przechodzi proces transformacji (dowodzi tego chociażby moja obecność tutaj jako turystki z Zachodu) i pomimo wielu postępowych reform widocznych gołym okiem, nadal nie ma tu mowy, (i jeszcze długo nie będzie) o rozdziale państwa od religii.
Saudyjczycy to społeczeństwo bardzo religijne ale też bardzo młode, ze średnią wieku ledwo przekraczającą 30 lat. A ponieważ to właśnie młodość zwykle podważa to co skostniałe i niepostępowe i w tym przypadku nie jest inaczej, bo młodzi obywatele królestwa Saudów, zaczynają widzieć potrzebę zmian. Wizja 2030 zaproponowana przez monarchę kilka lat temu, to mieszanka zdroworozsądkowego myślenia (złoża ropy pewnego dnia się wyczerpią i warto poszukać alternatywnego źródła dochodu) i… megalomanii (zbudujmy najwyższy budynek świata tylko po to, aby móc się pochwalić najwyższym budynkiem na świecie). Zmiany postępują i są to zmiany zarówno gospodarcze, jak i te mentalne– i choć pierwsze rzucają się w oczy, bo przekształciły kraj w jeden wielki plac budowy, często skutkujący wszechobecnym hałasem i wątpliwymi walorami estetycznymi, drugie zachodzą w tempie dość ślimaczym i niewiele się o nich mówi publicznie.
Turysto, kraj Saudów zaprasza!
W kwestiach obyczajowych, niewątpliwie korzystną zmianą, widoczną ostatnimi czasy, jest chociażby możliwość zameldowania się w jednym pokoju hotelowym przez pary damsko-męskie, nie będące małżeństwem – jeszcze kilka lat temu, podróżując we dwójkę nie moglibyśmy mieszkać we wspólnym pokoju, nie przedstawiwszy uprzednio certyfikatu małżeństwa. Tak stanowiło prawo i dotyczyło ono nie tylko Saudyjczyków i nie tylko Muzułmanów, ale również zagranicznych turystów, nie mających nic wspólnego z Islamem. Dziś tego kłopotu już nie ma.
Ot ukłon w stronę turystów, którzy zostawiają tu swoje dolary.
Pustynia potrafi też zaskoczyć
Ale odchodząc już od kwestii politycznych, gospodarczych i religijnych, muszę przyznać, że w moich oczach Arabia Saudyjska to także interesujący, wciąż prawie zupełnie nietknięty przez masową turystykę, pustynny kraj z odrobiną magii (szczególnie odczuwalnej poza metropoliami) ale i sporym potencjałem, dla osób chcących poznać region z pozoru nie wyróżniający się niczym szczególnym, a jednak będący kolebką jednej z największych religii świata. Olbrzymie przestrzenie, piasek we włosach, cieszące oko wschody i zachody słońca, kojące zawodzenie muezinów, sprawiają, że przebywając tam, czujesz jakby wiatr szeptał Ci do ucha baśnie tysiąca i jednej nocy (choć w dalszym ciągu jestem zdania, że w tej kwestii z Iranem, Arabia Saudyjska nie wygra:) )…No i te widoki! Wystarczy, że oddalisz się od miasta i zagłębisz w pustynny interior, gdzie niebo zlewa się z horyzontem a cisza dzwoni Ci w uszach.
Na uwagę szczególnie zasługuje znajdujący się w odległości niecałych 100 km od Rijadu, Kraniec Świata (Edge of The World), który w pierwszej chwili (szczególnie podziwiany gdy słońce chyli się ku zachodowi) mógłby uchodzić za młodszego brata, słynnego Wielkiego Kanionu – dumy Ameryki Północnej.
Na Saudyjskim krańcu świata jest wietrznie, monumentalnie i jeśli trafić tu o odpowiedniej porze dnia, chwilami nawet odludnie, co stanowi olbrzymią przewagę nad Wielkim (Jankeskim) Kanionem. Bez wątpienia, aby tu dotrzeć niezbędny będzie samochód z napędem na cztery koła – tutejsze pustynne piaski wydają się nieszkodliwe, ale zakopały już niejednego krnąbrnego przyjezdnego.
Mimo że turystyka w Arabii Saudyjskiej jeszcze raczkuje, nie znaczy to, że nie ma tu lokalnych przewoźników (i przewodników) oferujących całodniowe wycieczki w rejon “Edge of The World”– są i nawet dość łatwo ich namierzyć online, co polecam zrobić, bo gdyby ktoś zapytał mnie co warto zobaczyć w okolicach Rijadu, to w pierwszej kolejności wysłałabym go właśnie na kraniec świata ;)
RIJAD (RIYADH)
Arabia Saudyjska to naprawdę duży obszar. Jeśli jesteście ograniczeni czasowo i nie macie możliwości, żeby przemieścić się na drugi koniec kraju w rejony Jeddah lub Mada’in Salih, a tym samym, zdecydujecie się pozostać w Rijadzie i okolicach, tak jak zrobiliśmy to my, warto odwiedzić co najmniej dwa miejsca w mieście: Fort Masmak oraz dystrykt At- Turaif w Diriyah.

Oczywiście Rijad, to też “szklano-bogate” centrum finansowe, “digital city” czy największy budynek, do złudzenia przypominający gigantyczny otwieracz do butelek, z którego rozpościera się znakomita panorama miasta, jednak to właśnie stara część Rijadu z fortecą i zbierającymi się w jej obrębie o zachodzie słońca, lokalnymi mieszkańcami, obsiadającymi okoliczne skwerki niczym chmary kruków popijających herbatę z zabranych ze sobą z domu termosów, stanowią esencję tego miasta. Co ciekawe, Europejczyk jest tu bardzo rzadkim widokiem i przyciąga wiele spojrzeń, jednak są to tylko spojrzenia, zwykle dyskretne i w żaden sposób nie naruszające Twojej strefy komfortu. Dla mnie było to doświadczenie zgoła inne od tego, które dotychczas towarzyszyło mi w popularnych destynacjach turystycznych w świecie Islamu, gdzie zwykłam być nieustannie nagabywana. Oczywiście to nie znaczy, że w Arabii Saudyjskiej nie ma obcokrajowców – powiedziałabym, że jest wręcz przeciwnie – jest tu mnóstwo cudzoziemców, obecnie już kilka milionów, jednak nie są to turyści, a zagraniczni pracownicy i ich rodziny, pochodzący w dużej mierze z krajów Trzeciego Świata.

Trudności komunikacyjne
Rijad jest miastem rozległym, co oznacza, że dość trudno jest szybko i bezboleśnie dostać się z jednego miejsca w drugie bez odstania swojego w korkach. Lecąc tu w lutym 2024, po cichu liczyliśmy na to, że budowana od kilku lat pierwsza linia metra zostanie wreszcie otwarta (wielka inauguracja była już przesuwana co najmniej dwukrotnie), jednak nie doczekaliśmy tego przełomowego dla miasta momentu, podczas naszej tam wizyty.
Jestem pewna, że metro odciąży tę rosnącą w oczach metropolię i przyczyni się do sprawniejszego poruszania się po mieście. Oczywiście trudno mi wyobrazić sobie bogatych Saudyjczyków przesiadających się ze swoich wielkich klimatyzowanych SUV-ów do podziemnego pociągu, w celach innych niż jednorazowe zaspokojenie ciekawości. Ale już dziesiątkom tysięcy Pakistańskich czy Hinduskich pracowników budowlanych, Filipińskich opiekunek do dzieci czy pomocy domowych, metro z pewnością ułatwi życie podczas codziennych tras na linii dom-praca-dom. Ale póki co, nie mając wynajętego auta (my nie próbowaliśmy ale spotkaliśmy się z opiniami, że proceder wynajmu samochodu przez obcokrajowców nie jest tu szczególnie łatwy) można liczyć na prężnie działającego Ubera i Careema (konkurencja Ubera na Bliskim Wschodzie), który dowiezie nas w zasadzie wszędzie za cenę o mniej więcej 20% wyższą niż w Polsce. Niewątpliwym plusem zaś jest to, że od czasu do czasu można trafić na kurs np. Mercedesem klasy S, zamiast rozklekotaną Skodą Fabia. Ot taki Saudyjski bonus.
At-Turaif czyli Saudyjski wkład w listę światowego dziedzictwa Unesco
Drugi wspomniany kompleks w Rijadzie, godny polecenia – dystrykt At-Turaif w Diriyah znajduje się po przeciwnej stronie miasta (a jakże!) i tu przygotujcie się na z goła inne doznania wizualne.
Jest to jedno z niewielu miejsc, już niemal w pełni przygotowanych na przyjmowanie turystów wszelkiej maści. Ten pięknie odrestaurowany i dopieszczony w szczegółach kompleks stanowi wizytówkę Rijadu – z jednej strony wpisany na listę światowego dziedzictwa Unesco, z drugiej okraszony zdigitalizowanym muzeum, wsparciem personelu i darmową butelkowaną wodą na każdym kroku, przeniesie was do luksusowego świata Saudyjczyków, w którym poznacie ich bogatą w konie, szable i modlitwę, historię i kulturę.

A gdy przytłoczy was nadmiar dat, faktów historycznych i odwiedzonych wnętrz, w kilka minut możecie przejść do strefy kompleksu zaadaptowanej na część restauracyjną. Jednak myli się ten kto już oczyma wyobraźni zobaczył klasyczny food court w centrum handlowym – nic w ten deseń! Saudyjscy architekci stanęli tu na wysokości zadania, wplatając strefę gastronomiczną w prastare zabudowania w sposób estetyczny, zupełnie nienachalny, wręcz często niewidoczny i efekt jest naprawdę więcej niż zadowalający. Finalnie, co chyba było zamysłem twórców, odwiedzający spędzają tu całe dnie i pewnie też dlatego wizytę tu trzeba rezerwować z wyprzedzeniem. Nie mniej jednak warto to zrobić.
Arabia Saudyjska – problemy z transportem
Ale żeby nie było już tak całkiem różowo, Arabia Saudyjska to też kraj obciążony wyjątkowo dużym ruchem ulicznym w miastach, ogromnymi odległościami pomiędzy różnymi “hot spotami” które warto odwiedzić i brakiem infrastruktury turystycznej. Wreszcie, należy też pamiętać o ograniczeniach nałożonych na wyznawców innej religii aniżeli Islam. Nie wolno nam przebywać wszędzie i zobaczyć wszystkiego, co byśmy chcieli – mowa tu oczywiście o dwóch świętych dla Muzułmanów miastach (Mekka i Medyna), których innowiercy po prostu odwiedzać nie mogą i nie powinni (wiem, że niektórzy to ignorują, ale osobiście uważam, że brak szacunku dla obcej kultury nigdy nie będzie wart jakichkolwiek widoków czy przeżyć).
Rozwój kraju – Strategiczna Wizja 2030
Strategiczna Wizja 2030, którą tak wytrwale realizuje monarcha, niewątpliwie przyczyniła się do rozwoju kraju – widać to na każdym kroku. Zarówno mieszkańcy rdzenni jak i emigranci, są tu zgodni. Za sześć lat kraj ten będzie nie do poznania. Nie chcę tego podważać, ale nie byłabym aż taką optymistką. Mimo że zapewniano mnie, że ludzie pracują tu 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, aby zdążyć na czas ze wszystkim, trudno mi uwierzyć w tak błyskawiczny efekt. Czas pokaże. Ja niezwykle się cieszę, że miałam możliwość zobaczenia kawałka tego kraju teraz, gdy funkcjonuje jeszcze w turystycznych powijakach. Bo mimo, że panuje tu jeszcze logistyczny chaos, to nawet przez sekundę nie czułam tej często oblepiającej popularne destynacje, turystycznej powłoki, którą prędzej czy później i ten kraj zostanie przykryty – wystarczy, że więcej ludzi zacznie tu przyjeżdżać.


